Co coaching zmienił w moim życiu?
- Szymon Słojewski

- 13 lip 2020
- 3 minut(y) czytania
Z coachingiem, jako formą, zetknąłem się pierwszy raz w roku 2009. Jako kompletny laik traktowałem to jako jedno z kolejnych narzędzi jakich może użyć manager do lepszej komunikacji ze swoim pracownikiem lub do skuteczniejszego zbudowania przekazu. Ponieważ moja działalność w tamtym czasie skupiała się głównie na budowaniu relacji z ludźmi (nie miałem podległego zespołu) stwierdziłem, że chciałbym odbyć szkolenie w kierunku coachingu. Finalnie udało się nawet na owe szkolenie dostać, przy czym myślałem że będzie to taka klasyczna pogadanka z Power Pointa. Wtedy pierwszy raz musiałem zweryfikować swoje podejście do formy, zasady oraz celu używania tak zwanych miękkich narzędzi przez managera w swojej pracy.
Nie spodziewałem się w tamtym czasie, że tak miękkie tematy (w mojej opinii) również posiadają jakąś strukturę, narzędzia, a całość można wpisać w proces. Proces to słowo klucz. To właśnie pojawienie się procesu zbudowało moją finalną ciekawość, chęć zgłębienia tematu i rozszerzenia swoich umiejętności, również o tak egzotyczne wtedy słowo jakim jest coaching. Jednym z pierwszych narzędzi poznanym zresztą na tym właśnie szkoleniu było budowanie koła życia. Używam go do tej pory. Lubię raz w roku, najczęściej na przełomie usiąść, przemyśleć, przeanalizować to w jaki sposób moje koło życia obecnie się toczy. Pewnie można by to nazwać swoistym autocoachingiem. Ten proces we mnie nigdy się nie kończy, prawdopodobnie nigdy się nie zaczął, tylko w pewnym momencie zdobyłem świadomość, że coś takiego istnieje. Oczywiście, to co wpiszemy sobie we własne koło zależy tylko i wyłącznie od nas i tu pojawia się drugie słowo klucz jakim są wartości.
Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałem, a tu nagle okazało się, że chcąc nie chcąc mój cały świat, życie zawodowe, prywatne krąży wokół wartości. Musiałem je nazwać, zastanowić się, które obszary są tak naprawdę kluczowe. Jako inżynier wyskalować i finalnie wpisać w koło. Z tym kołem to ogólnie ciekawa sprawa jest. Wiadomo, człowiek by chciał wszędzie mieć dziesiątki, ale tak naprawdę nie na tym polega ćwiczenie. Najważniejsze, żeby to koło równo się toczyło, nie podskakiwało, nie miało tendencji do zatrzymania się, ani do zbytniego oporu. Koło powinno być w nieustającym ruchu i w harmonii. O ile słowa proces i wartości można bardzo łatwo z coachingiem skojarzyć, o tyle słowo harmonia już niekoniecznie. Ale to właśnie ona stała się dla mnie celem nadrzędnym w moim autocoachingu.
Za tą harmonią to w ogóle jest ciekawa sprawa. Od wczesnych lat bardzo fascynował mnie świat feudalnej Japonii. Samuraje, wojny klanów, bezwzględne posłuszeństwo wobec swojego pana, podział kastowy i poszukiwanie doskonałości wobec każdej czynności, którą się wykonuje. Jedną z podstawowych zasad każdego samuraja był kodeks bushido. Na jego temat powstała już niejedna książka, natomiast poza czystą fascynacją wobec duchowego podejścia do walki samej w sobie bardzo ciekawiło mnie to, w jaki sposób japońscy mędrcy tłumaczyli zjawiska, które zachodziły w głowie, a miały bezpośrednie przełożenie na czubek miecza. Japończycy nazywają to shinken, czyli „duch miecza”. Chęć lepszego zrozumienia tego zjawiska, sprowokowała mnie do nauki sztuki walki jaką jest aikido, co w tłumaczeniu brzmi „droga harmonii”. Ćwiczyłem aikido kilka lat, poznawałem zasady medytacji, lepszej kontroli własnego ciała, a wszystko to zbudowane było wokół sztuki doskonalenia własnych umiejętności obrony. Aikido bardzo silnie zbudowane jest na kodeksie bushido, a zasady samej sztuki leżą bardzo blisko zasad jakie poznawali samuraje dawno temu w Japonii. Aby zdobyć ósmy dan aikido, trzeba udowodnić, że kroczy się drogą harmonii, że słucha się własnego ciała, ciało poddane jest kontroli umysłu w całej jego wielowymiarowości. Nikt na świecie nie ma dziewiątego dana, a posiadanie ósmego jest czymś tak wyjątkowym jak zdobycie Mount Everestu.
Pojawienie się coachingu w moim życiu zadziałało jak swoisty tłumacz tego z czym miałem wcześniej do czynienia podczas mojej japońskiej fascynacji z tym, z czym mam do czynienia teraz i co stosuję według zasad kultury zachodniej. Oglądane przeze mnie co roku moje własne koło życia mogę sobie trochę wytłumaczyć, jako moją własną ścieżkę samuraja w poszukiwaniu harmonii. Najważniejsze, żeby to koło toczyło się równo, jego wielkość jest przecież subiektywna. Ciągłe doskonalenie w harmonii – taki jest właśnie mój autocoaching.

.png)



Komentarze